It took me several attempts to make my pages to this "Sunrise" round robin album. At first it was supposed to be about happiness. I remember being a teeneger and reading a book "100 things to do to be happy". Number something on the list was "to watch the sunrise at least once a year". I remember being a high school student and desperatly staying awake to be eternally happy - it didn't help. Then it was supposed to be about love and about a group of people that I'm ready to get up at riddiculus hours for - mostly to get to the airport (and that comes from a person that can sleep 14 hours straight). In the end I got the idea when I was working late and I heard a noisy owl outside my window. That took me back to my univeristy years and those awful exam sessions when at 5 a.m. I would be reading my notes, writing a few last paraghraphs knowing that I needed to get up in two hours, everybody would be asleep and if I dared to look out of the window I would see it was already light outside. I heard trams already starting their daily routes and those awful birds singing to remind me that my study time was up. Still, when I hear the sound of nature the panic, tiredness and darkest thoughts about those birds come back to me.
Do tego wędrującego podchodziłam kilka razy. Najpierw miało być o szczęsciu. W książce "100 porad szczęsliwego człowieka" jednym z punktów było - "conajmniej raz w roku zobacz wschód słońca". W liceum z uporem maniaka wypatrywałam tych wschodów, szczęscie do mnie nie przyszło. Potem miało być o miłosci, bo tylko dla grupy osób jestem gotowa wstawać o nieludzkich godzinach - nie wiem, dlaczego loty do i z Gdańska bywają o barbarzyńskich porach. W końcu pracując niedawno w nocy usłyszałam pohukiwania sowy i przyszła do mnie fala wspomnień sesyjnych, gdy to do 5 rano czytałam notatki, pisałam prace, za dwie godziny trzeba wstać, wszyscy inni w domu spią, za oknem robi się jasno, tramwaje wyjeżdżają z zajezdni i jeszcze te wstrętne ptaki za oknem zaczynają spiewać szydząco przypominając o tym, ze czas już się skończył. I do teraz, kiedy słyszę nocno/poranne odgłosy natury wraca to poczucie paniki, niemocy, zmęczenia i najczarniejszych mysli.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


5 komentarze:
Oj, pamietam, pamiętam... Brzask, ptaki i kościelne dzwony (!), a ja dopiero na końcu pierwszego semestru ;-P
Wpis niesamowity, taki mroczny...
Wpis jest niesamowity! :)
Dziękuję Ci raz jeszcze :)
Fajnie poznać myśli, jakie Ci towarzyszyły podczas tworzenia... choć one takie mało przyjemne, a jednak jak bliskie każdemu studentowi ;) Pamiętam te straszliwe poranki ;)
Ale fajnie, znalazłam Cię przez internet szukając inspiracji do zaproszeń ślubnych :) tak mnie cos tkneło że asia wu to możesz być Ty i weszłam :-) piękne są Twoje kartki i inne twory! buziaki! Kasia Wyrzykowska
wpis jest świetny, tyle warstw, może kiedyś zatrą się wspomnienia niemiłych poranków
Piękne te rzeczy, które robisz.. melancholia ogarnia jakaś.
Prześlij komentarz