HANDMADE BY ASIA WU

czwartek, 2 grudnia 2010

Scream at the top of your lungs

It took me several attempts to make my pages to this "Sunrise" round robin album. At first it was supposed to be about happiness. I remember being a teeneger and reading a book "100 things to do to be happy". Number something on the list was "to watch the sunrise at least once a year". I remember being a high school student and desperatly staying awake to be eternally happy - it didn't help. Then it was supposed to be about love and about a group of people that I'm ready to get up at riddiculus hours for - mostly to get to the airport (and that comes from a person that can sleep 14 hours straight). In the end I got the idea when I was working late and I heard a noisy owl outside my window. That took me back to my univeristy years and those awful exam sessions when at 5 a.m. I would be reading my notes, writing a few last paraghraphs knowing that I needed to get up in two hours, everybody would be asleep and if I dared to look out of the window I would see it was already light outside. I heard trams already starting their daily routes and those awful birds singing to remind me that my study time was up. Still, when I hear the sound of nature the panic, tiredness and darkest thoughts about those birds come back to me.

 
 
 
 

Do tego wędrującego podchodziłam kilka razy. Najpierw miało być o szczęsciu. W książce "100 porad szczęsliwego człowieka" jednym z punktów było - "conajmniej raz w roku zobacz wschód słońca". W liceum z uporem maniaka wypatrywałam tych wschodów, szczęscie do mnie nie przyszło. Potem miało być o miłosci, bo tylko dla grupy osób jestem gotowa wstawać o nieludzkich godzinach - nie wiem, dlaczego loty do i z Gdańska bywają o barbarzyńskich porach. W końcu pracując niedawno w nocy usłyszałam pohukiwania sowy i przyszła do mnie fala wspomnień sesyjnych, gdy to do 5 rano czytałam notatki, pisałam prace, za dwie godziny trzeba wstać, wszyscy inni w domu spią, za oknem robi się jasno, tramwaje wyjeżdżają z zajezdni i jeszcze te wstrętne ptaki za oknem zaczynają spiewać szydząco przypominając o tym, ze czas już się skończył. I do teraz, kiedy słyszę nocno/poranne odgłosy natury wraca to poczucie paniki, niemocy, zmęczenia i najczarniejszych mysli.

5 komentarze:

Kulka pisze...

Oj, pamietam, pamiętam... Brzask, ptaki i kościelne dzwony (!), a ja dopiero na końcu pierwszego semestru ;-P
Wpis niesamowity, taki mroczny...

pasiakowa pisze...

Wpis jest niesamowity! :)
Dziękuję Ci raz jeszcze :)
Fajnie poznać myśli, jakie Ci towarzyszyły podczas tworzenia... choć one takie mało przyjemne, a jednak jak bliskie każdemu studentowi ;) Pamiętam te straszliwe poranki ;)

Anonimowy pisze...

Ale fajnie, znalazłam Cię przez internet szukając inspiracji do zaproszeń ślubnych :) tak mnie cos tkneło że asia wu to możesz być Ty i weszłam :-) piękne są Twoje kartki i inne twory! buziaki! Kasia Wyrzykowska

cyga pisze...

wpis jest świetny, tyle warstw, może kiedyś zatrą się wspomnienia niemiłych poranków

muszakupa pisze...

Piękne te rzeczy, które robisz.. melancholia ogarnia jakaś.