HANDMADE BY ASIA WU

środa, 31 grudnia 2008

May we all have our hopes, our will to try

The party salad is waiting to be mixed, my costume is ready waiting on the bed (I really don't know how THIS is gonna work). Last year was a time of big and small successes, happy moments and a few sad ones. I'm grateful for every second. Before me a year of big changes – my wedding, moving to England, plans and dreams I’m working on to come true. I'm not good at New Year's resolutions, but I thought that it's high time to change it. So here goes, something easy and possible to do, I officially promise...

Year 2009 is going to be a more organized time. I promise to use the presents that I got recently. The calendar is from my friend and it seems like it was made for me - it's written there three times "start your new diet" like it knew how weak my "strong" will is. The notepad is going to be my craft planner. I always wanted to make one from scratch, but I never have time to make something for me (maybe that should be another resolution) and I used to write all my ideas on scraps of paper and later I couldn't find half of them.

I wish you a great New Year's Eve party and all the best in 2009 :)

*****

Sałatka czeka na zmieszanie, kostium leży na łóżku i czeka na ostatnie kawałki taśmy klejącej (jak TO się będzie trzymało, to nie wiem). Za mną rok mniejszych i większych sukcesów, chwil szczęścia i momentów smutku. Za to wszystko jestem bardzo wdzięczna. Przede mną wyjątkowy rok - ślub, przeprowadzka, nieśmiałe plany, marzenia nad którymi pracuję. Nie jestem dobra w postanowieniach, ale stwierdziłam, że czas to zmienić. Najlepiej zacząć od czegoś prostego i możliwego do zrealizowania, zatem uwaga, oficjalnie obiecuję:

2009 rok jest rokiem ogarnięcia się i dlatego postanawiam lepiej organizować sobie czas korzystając z tych dwóch pomocy naukowych. Kolega kupił mi ten kalendarz, który zdaje się być stworzonym dla mnie - trzy razy w roku nawołuje on do odchudzania, jakby przeczuwał siłę mojej woli. Notes będzie moim zbiorem pomysłów i planów kraftowych, zawsze obiecuję sobie, że zrobię sobie taki i w końcu nic z tego nie wychodzi, a wszystkie notatki zapisuję na luźnych kartkach i potem fruwają pod sufitem.

I jeszcze kilka spraw do załatwienia w starym roku.

Oliwiaen i Margaretka wyróżniły mnie sercową nagroda Yoasi - bardzo, bardzo mi miło i dziękuję za taki gest :* Już raz wyjawiałam moje uczuciowe sekrety, zostało mi więc tylko podanie dalej. I tu moje drugie postanowienie - przekażę nagrodę dalej w Nowym Roku ;)


Juunka przyznała mi dwa wyróżnienia - dziękuję i przesyłam ogromnego wirtualnego buziaka :* Z podaniem dalej podpinam się pod postanowienie #2.


Wszystkim życzę udanej zabawy i wymarzonego Nowego Roku :)

Edit: sałatka zmieszana, mam wspaniałą mamę.

wtorek, 30 grudnia 2008

I wasn't even dreaming of the white Christmas

On the photos below you can see how it looked in Leeds when I was there in November and compare it to the photo I took few days ago. I like observing changes in nature, I can't see how it changes gradually in England, but because of this the difference between seasons is more visible for me.

Enough of weather/nature deliberations ;) I'm back in Poland (for the first time my luggage on the way back was quite light) and making preparations for tomorrow’s New Year's Eve Bug Party (my creativity goes out of the window if it comes to making a costume). But before coming back home I visited my local craft shop and apart from hunting for bargains during the winter sale I said hello to the cards I designed for the shop in November (I was so excited to see them on display!).

Gdy poprzednim razem byłam w Leeds przed naszym oknem mieliśmy taki widok. Miesiąc później wygląda to tak:
Lubię obserwować jak zmienia się tam krajobraz, do tej pory wiedziałam tylko jak wygląda lato (mokro. Bardzo mokro).

Tyle z rozważań przyrodowo-pogodowych. Ja już wróciłam do domu (po raz pierwszy moja torba powrotna ważyła sporo poniżej limitu) i jestem w trakcie obmyślania kostiumu na Bal Robaka (moja kreatywność znika jeśli chodzi o przebrania). Przed powrotem musiałam odwiedzić "mój" sklep kraftowy i oprócz polowania na wyprzedaży odwiedziłam kartki, które zaprojektowałam w listopadzie.

środa, 24 grudnia 2008

Zeby tak w Noc Wigilijna...

In Poland we start Christmas celebrations on Christmas Eve so today we're going to Chris' parents' house to spend the next 3 days with them - most of the time we'll be eating and playing board games - and that's the way I like spending Christmas the most ;) I wish you all the best for the coming days and best of luck for New Year!

*****

...ktos przypomnial sobie nagle kolede
Kolede juz dawno zapomniana...

By ktos zamkniete drzwi otworzyl
A nad Swiatem byl pokoj
Pokoj Bozy

Wszystkim czytaczom, znajomym bliskim i dalszym przesylam najcieplejsze zyczenia z okazji Bozego Narodzenia, pachnace prawdziwa choinka, pierogami, barszczem z uszkami, ryba w galarecie mojej Mamy i makowcem mojego Taty. Aby ten dzien uplynal Wam w spokoju i milej, rodzinnej atmosferze, bo jaka Wigilia, taki caly rok ;) Dziekuje rowniez za wszystkie zyczenia :)

I ostatnie Gwiazdkowe drobiazgi na choinke

Do kompletu z gwiazdka koperta na prezent


A o ciastkach powiem pozniej ;)

wtorek, 23 grudnia 2008

Poszla Asia po koledzie

Before coming to England I visited my friends to give them handmade ginger bread biscuits, Christmas cards and to entertain them with my constant talking! This year I didn't have time to decorate the biscuits (I used to make cookies that looked like the victims from Scream). So each cat got a ribbon around it's neck and 'professional' packaging. My friend Iga confessed in a comment on my blog that she doesn't like paper flowers so I had to stop myself from using them.

P.S. The fish was gooooooooooood! ;-)


Przed wyjazdem nawiedzilam swoje przyjaciolki z koleda w postaci pierniczkow, kartek i mojego gadania. W tym roku nie mialam kiedy polukrowac ciastek (kiedys tworzylam cale serie pt. "Morderca z Krzyku i jego ofiary") wiec kazdy piernikowy kotek dostal wstazke na szyje i "profesjonalne" opakowanie. Iga w komentarzach wyznala, ze papierowych kwiatkow nie lubi, wiec na jej kartce musialam opanowac moje tegoswiateczne zapedy florystyczne.

PS. Ryba z frytkami byla pyszna ;)

poniedziałek, 22 grudnia 2008

O Tannenbaum, o Tannenbaum

Yesterday we started our new tradition and we decorated our first Christmas tree. First I prepared some real hot chocolate with cinnamon, chilli, booze and marshmellows! We put a CD of Christmas songs on (for Chris it's not X-mas until he hears 'Fairytale of New York') and we started decorating the tree. My decorations are from Poland including personalised baubbles with our initials on them, little wooden snowmen that I got from my friend and other bits and pieces. On the top is Rudolph 'cos the star was too heavy!

Now we are off to York for the best Fish and Chips ever! My cold hasn't gone yet but at least I can taste things!
Wczoraj rozpoczelismy nowa swiecka tradycje i udekorowalismy nasza pierwsza choinke. Najpierw zrobilam prawdziwa goraca czekolade z cynamonem, chilli, likierem i piankami, wlaczylismy plyte z piosenkami swiatecznymi i zaczelismy ubierac drzewko. Moimi akcentami sa bombki Gizmowe z naszymi inicjalami, balwanek od Igi oraz kilka innych ozdob ktore przywiozlam z Polski. Na czubku przysiadl sobie renifer ;)

A dzis jedziemy do York na najlepsze fish 'n chips. Chorobsko nie odpuszcza, ale przynajmniej moge czuc smak tego co jem ;)

czwartek, 18 grudnia 2008

Tickets, please / Bileciki do kontroli

I made these two cards for our neighbours from Leeds - Graham, who's Chris' flatmate and is most famous from asking tons of questions and dancing better than Michael Jackson and for Amit – a surgeon from upstairs with who you'd better not arrange a meeting at a specific hour because he'll be three hours late. Both are Chris' best friends and we meet very often. Well, with Graham it's every day, with Amit it's whenever he comes downstairs!

I created these cards using Melissa Frances ticket book, it's so wonderfully festive that I'm planning to make the whole album using these tickets. My Christmas task – to take a lot of photos!

I'm just finishing my last Christmas projects and I'm traditionally ill for the holidays. I really don't know, maybe my body has some sort of alarm that goes off only before holidays and long weekends "hey now it's the PERFECT time to be ill!". Seriously, I even checked my emails to my friend and the ones I wrote before Christmas all start with "Well, as you can guess I’ve got a cold". That's why in today's mug there's tea with honey and lemon and I ate toasties with onion and herbal pepper. Tomorrow I'm going to visit my friends before going to England, so beware, the smell may not disappear till then ;)

Te dwie kartki powędrują do naszych sąsiadów w Leeds - Grahama, który jest współlokatorem Chrisa i znany jest z tego, że cały czas zadaje pytania i tańczy lepiej niż Michael Jackson, i Amita - chirurga z góry, z którym umawianie się na konkretną porę nie ma sensu, bo i tak przyjdzie 3 godziny później. Obaj są przyjaciółmi Chrisa i często spędzamy z nimi czas (z Grahamem codziennie, z Amitem gdy uda mu się zejść do nas).
Kartki dla nich stworzyłam z użyciem biletów z książeczki Melissy Frances, które są tak ciepło świąteczne, że powoli dojrzewa we mnie pomysł albumu z ich użyciem. Zadanie na Gwiazdkę - pstrykać dużo zdjęć!


Akcja "Świąteczne drobiazgi" jest już na finiszu, a ja zgodnie z coroczną tradycją zachorowałam. Nie wiem, mój organizm ma chyba jakiś wewnętrzny alarm, który włącza się przed każdymi świętami lub dłuższym weekendem "o, trochę wolnego, można chorować". To nic, że od czasu obrony każdy dzień mam wolny, Boże Narodzenie to idealny czas na leżenie w łóżku, prawda? Serio, niedawno nawet czytałam swoje stare maile do znajomego i każdy przedgwiazdkowy zaczynał się od takiego sformułowania "A ja znów jestem chora". Dlatego w kubeczku na dziś jest herbata z miodem i z cytryną, a ja dodatkowo opycham się chlebem z cebulą i pieprzem ziołowym. Jutro przed wyjazdem idę po kolędzie, zatem dziewczyny uważajcie, mogę nie wywietrzeć do tego czasu ;)

środa, 17 grudnia 2008

Urwałam się z choinki

As I mentioned it before, this years Christmas creations are mostly inspired by chipboard elements from Gizmo. I used bigger baubles as the base for Christmas tree decorations. This one is for my parents - that way I'll be with them during the holidays, looking at them from the tree ;) I used paper that I thought was unusable, a red flower that was dyed to that colour and trimmed, the rest of embellishments were just lying on my desk so I used them to decorate the bauble.

Jak już wcześniej wspominałam, jedną z moich inspiracji świątecznych na ten rok są bombki Gizmowe. Te większe posłużyły mi jako bazy do ozdób świątecznych. Bombka powstała jako prezent dla moich rodziców - będę spoglądać na nich z choinki, która jednak ma być ;) Przy okazji użyłam papier, który był "nieużywalny", Gwiazda Betlejemska została przefarbowana i przycięta, reszta to dodatki zalegające na biurku.

wtorek, 16 grudnia 2008

Another project's over and the new one just begun

The Victorian series of cards is finished and I finally accepted using flowers on Christmas cards. I still have some thing to make, a few cards and some decorations and I hope to finish it by Friday. Even if I don't, I'm taking all my Christmas stuff to England (I'm slowly emptying my room of the things I won't need ‘til August) and I'll finish the last things there. As it turned out I bought some embellishments that I didn't use - next year I'll have to plan my craft shopping more carefully! And yes, I tell it to myself every year ;)

Seria wiktoriańska została skończona, a ja ostatecznie przekonałam się do kwiatków na kartkach świątecznych. Do zrobienia zostało jeszcze kilka kartek, parę ozdób, ale mam nadzieję, że uda się przed piątkiem. W razie czego zabieram ze sobą już wszystkie świąteczne przydasie do zostawienia (powoli opróżniam swój pokój z rzeczy, których nie będę potrzebować do sierpnia) i będę kończyć już na miejscu. Jak zwykle okazało się, że kupiłam dodatki, których w ogóle nie użyłam, następne zakupy świąteczne powinnam lepiej przemyśleć (mówię to sobie co roku).

A z zupełnie innej beczki - Kayla podarowała mi wyróżnienie Kreativ Blogger - dziękuję, jest mi bardzo miło (ale z Twoim nieumieniem kartek to się nie zgodzę ;). To już trzecie moje wyróżnienie tą nagrodą, w międzyczasie dostałam ją również od Mumy, więc do nominowania mam 14 osób. I lecimy:

1. Gps06
2. Moniq75k
3. Kropelka
4. Uhk
5. Ggagatka
6. Coco-nut
7. MonaLisa
8. Wolfann
9. Hipcia
10. Oliwiaen
11. Joasia*
12. Anita22
13. Yovi
14. Inqa

Zasady:
1. umieszczamy logo na swoim blogu,
2. wrzucamy namiar na bloga osoby, od której otrzymaliśmy nagrodę,
3. nominujemy co najmniej 7 innych blogów,
4. podajemy linki do owych blogów,
5. nominowanym osobom zostawiamy komentarze z informacją o nominacji.

I wracam do dalszego wycinania i klejenia

piątek, 12 grudnia 2008

Don't stop me now (cos I'm making some Christmas cards)

All the TV series that I'm watching during crafting are on a holiday break and maybe that's the reason why I'm making more cards now and today I can show you not one but two cards I made yesterday between Christmas shopping (finally got some time to buy some presents) and rehearsal for our new musical. This twin system works the best for me - I'm just finishing two more cards. Don't know when I'm gonna take a photo of them - this weekend I have my postgraduate studies and I get up before sunset and come home when it's already dark.

Wszystkie seriale do których kraftuję mają przerwę Świąteczną i może dlatego podkręcam tempo produkcji i dziś z dumą prezentuje kolejne kartki w oszałamiającej liczbie 2 które zrobiłam między świątecznymi zakupami (w końcu jeden z punktów na liście świątecznej można skreślić) a próbą do musicalu. I tak systemem dwójkowym chyba najlepiej mi się pracuje, bo następna para już się skleja. Nie wiem tylko jak ze zdjęciami, w ten weekend mam zjazd na uczelni i zrywam się przed wschodem słońca, którego potem i tak nie ma, a wracam gdy już zupełnie jest ciemno.

czwartek, 11 grudnia 2008

Something old, something new / Coś starego, coś nowego...

The second card from the series of 8 I made using the papers from this and last year’s collections. After last Christmas I was left with a lot of spare sheets of patterned paper, so I decided to use them now. Two more cards are still being made, so still 4 to go and very little time left :/


Druga kartka z serii obrazkowej powstałą z połączenia papierów Dovecraft z tego i ubiegłego roku. Z kartkowania zeszłorocznego zostało mi jeszcze sporo materiałów, więc postanowiłam wykorzystać je teraz. Dwie kolejne już nabierają konkretnych kształtów, więc zostanie jeszcze cztery do kompletu. Tylko czasu coraz mniej :/

A do bardziej efektywnej pracy dopinguje mnie Roman.

środa, 10 grudnia 2008

Hark! The Herald Angels sing

My Christmas card making is making progress and I already know that for me the "in" thing this season is chipboard. I bought the shapes in Craft4you and from Gizmo and they are so inspiring and working with them is pure pleasure - I emboss them, cover them with acrylic paints, ink them, put some glitter on top, pierce with brads and tie ribbons around them. This card is proof that sometimes in the middle of a creative frenzy we can forget about some basic rules, such that artificial materials melt under hot temperature. You only realize that when you're in the middle of heating a stamp that is just below an organza ribbon... Fortunately it was easy to rescue and so this is the first card from a series of 8 I'm planning to make from the "Victorian Christmas" paper pack.

Świąteczne kartkowanie w toku, a ja już wiem, że hasłem na tę Gwiazdkę jest tektura ;) Kształty kupione w Craft4you i u Gizmo są bardzo inspirujące i praca z nimi to sama przyjemność - malowanie, embossowanie, brokatowanie, przebijanie ćwiekami i obwiązywanie wstążeczkami. Właśnie z tymi wstążeczkami był kłopot w czasie tworzenia kartki. Zapomniałam, że włókna sztuczne topią się w wysokich temperaturach i beztrosko zaczęłam embossować podłużny stempel, który jest pod spodem. Wstążeczka mimo uroku skręconego świdra nie nadawała już się do niczego. Dowód na to, że czasem "leży" u mnie planowanie - co najpierw, co potem, a jak pojawi się jakiś problem, to muszę ratować się podejrzanymi sztuczkami.

Kartka z cyklu ośmiu, które powstaną z obrazków z serii papierów "Victorian Christmas" i na tym rozmiarze baz.

Przy okazji zagadka - w poprzednim poście szukaliśmy iksa, a tu ciekawa jestem ilu osobom tytuł (przepięknej piosenki tak na marginesie) skojarzy się tak jak Idze mojej ulubionej :P

wtorek, 9 grudnia 2008

Christmas preparations / Świąteczne przygotowania

Soon I am leaving to spend Christmas with Chris and his family. It's gonna be weird not to spend it with my parents, but sometimes you must compromise. In our case, it looks that way, that Chris was in Poland a year ago and is gonna come here at Easter, and next year we're gonna spend Christmas in Gdansk. The renovation is still on going and there's no sign of it being finished before the 24th. At the moment we haven't even got a place for the Christmas table, not to mention a Christmas tree (unless during my absence my parents put it to my room or in the bathroom). Christmas preparations are going poorly for me, I just cleaned my room (when I organised my craft stuff I noticed that it somehow magically grew), but I'm not going to clean the windows. Last year I didn't do it and guess what? Christmas was still on. I haven’t had time to buy any presents, still not enough Xmas cards made... The idea for the card in the picture came to my head during last summer. Today I finally made it. Unfortunately, snow doesn't show well in the picture (it's whiter and more shiny in real life). Dad came to my room to inspect my progress and noted that "x" is not visible. So he has been informed that St. Nicholas can bring me larger alphabets ;)

Już niedługo wyjeżdżam by spędzić Święta z Chrisem i z jego rodziną. Dziwna będzie Gwiazdka bez moich rodziców, ale czasami trzeba pójść na kompromis. W naszym wypadku wygląda to tak, że rok temu Chris został w Polsce i przyjeżdża na Wielkanoc tu, a za rok na Boże Narodzenie wrócimy do Gdańska. Remont nadal trwa i nie zanosi się na to, że skończy się przed 24-tym. W chwili obecnej nie mamy nawet miejsca na stół wigilijny, nie wspominając o choince (chyba że pod moją nieobecność rodzice wstawią ją do mojego pokoju. Albo do łazienki). Przygotowania świąteczne idą mi marnie, mieszkania w sumie nie opłaca się sprzątać, swój pokój ogarnęłam (przy okazji okazało się, że moje zasoby kraftowe uległy samowolnemu powiększeniu objętości), ale okien nie zamierzam myć. W zeszłym roku nie umyłam i Święta mimo tego były. Z kartkami jestem w lesie, prezenty nie kupione... Pomysł na kartkę ze zdjęcia wpadł mi do głowy jeszcze w wakacje. Dziś nabrała ostatecznego kształtu, niestety, śnieg na zdjęciu nie wyszedł (w rzeczywistości jest bielszy i bardziej błyszczy). Tata wpadł na inspekcję moich postępów i zauważył, że "x" jest mało widoczny. Został więc poinformowany, że Mikołaj może przynieść większe alfabety ;)

sobota, 6 grudnia 2008

Jest taki dzień, trochę chłodny, już grudniowy

Yoasia, kobieta o sercu ogromnym, jak większość z nas miała pewnie szansę się przekonać, uszyła piękną nagrodę dla blogów z sercem. Bardzo jest mi miło, że w gronie "sercowych" krafterek znalazłam się również i ja.


A zasady są takie:
1. Wyróżnienie powstało u Yoasi
2. Możesz je nadać 1-7 osób
3. Zostaw wiadomość u wyróżnionych osób na blogu
4. Osoby wyróżnione proszę o wypowiedzenie sie na 3 tematy:

- Twoja pierwsza miłość
Andrzejek z mojej grupy w przedszkolu.
- Coś co sprawiło ze serce ci zamarło
Regularnie zamiera gdy słyszę nagły, głośny dźwięk.
- Przedmioty bliskie sercu
To te, które dostałam od bliskich mi osób. Chowam je w pudełka i nie umiem się z nimi rozstać.

A realizując założenia pkt 2 (chociaż ostatnio panuje trend nieprzekazaniowy, ale przecież miło jest dostać taką nagrodę imiennie. To przecież nie znaczy, że uważam inne osoby za nieinspirujące, niewystarczająco dzikie, bez serca* niepotrzebne skreślić). Chciałabym podać dalej wyróżnienie do Anai, Kreffcika i Leeyi, do Marszy, K_maji, Costy i Nowalinki. Z uzasadnieniem - bo tak.

I tak jeszcze Mikołajkowo chciałabym życzyć zdrowych Świąt dla Was i dla Waszych rodzin. "Moja" grupa teatralna została poproszona o przyłączenie się do akcji prezentowej w gdańskich szpitalach i dziś odwiedziliśmy chore maluchy i staraliśmy się choć trochę je rozweselić świątecznymi piosenkami. Teksty kolęd nabierają innego znaczenia na oddziale intensywnej opieki. Kropka. Bo co tu więcej pisać? Mam tylko nadzieję, że wszystkie dzieci w końcu wyjdą zdrowe i może nie te Święta, ale następne, spędzą u siebie w domu.

Dlatego dużo zdrowia.

środa, 3 grudnia 2008

Happiness is easy

There is a unique state of mind, which appears in the moments when suddenly everything is on the right place - a cup of chocolate in my hands, a good book on the shelf, the sun on the highest point of the sky. I call it a "maximum fulfillment of happiness" and that feeling goes from my tummy, and then radiates to the whole body so I feel calmed, relaxed and just simply happy and I'm not able to do anything else than sit with the huge smile on my face. This condition can be caused by a lot of things - the smell of the forest in the evening, my favorite song suddenly played on the radio to which I can dance like no one see me (believe me, it's better if no one saw me) or view of Chris's shoes when he's waiting for me at the airport. I tried to pour some of this feeling onto pages of Anai's circle journal titled "Happiness is easy (?)". Sometimes, as you can see, it's very easy.

Jest taki wyjątkowy stan, który pojawia się w chwilach, gdy wszystko nagle znajduje się na właściwym miejscu - kubek z czekoladą w ręce, dobra książka na półce, słońce w najwyższym punkcie nieba. Nazywam to "maksymalnym wypełnieniem szczęściem" i to uczucie wychodzi z głębi brzucha trochę łaskocząc, a następnie promieniuje na całe ciało taką... błogością i nie jestem w stanie nic innego robić jak siedzieć z takim błogim bananem na twarzy. Ten stan może wywołać wiele rzeczy - zapach lasu wieczorem, ulubiona piosenka zagrana nagle do której można tańczyć, jakby nikt nie widział (lepiej by było, gdyby nikt nie widział) lub widok butów Chrisa czekającego na mnie na lotnisku. Takim szczęściem starałam się wypełnić strony wędrującego prawdziwka Anai "Happiness is easy (?)". Czasami, jak widać, jest to tak proste.

Dziękuję za wspomnieniowe komentarze, cieszę się, że może zainspirowałam do szukania własnych ważnych chwil. A że ostatni - Magdaleno, czy znajdzie się grupa, która będzie ryzykowała wysyłkę do Anglii przy dzisiejszym działaniu poczty? Mi rozrywali zwykłe koperty z ATC i często one do mnie w ogóle nie dochodziły, a takie albumy to przecież większy skarb.

wtorek, 2 grudnia 2008

Let the memory live again

Welcome. You will shortly be embarking on your transit. Allowed luggage - one selected memory, which you will be united with for living and reliving throughout eternity. Which one will you choose? I'll count to 100 - then you have to choose. What if you don't decide or choose wrongly? Well, let's just say it's not an option you want to consider.

I have had these words in my head for the last year. Memories and how important they are for us were the main theme of the play in which I took part. On the way to the premiere we were thinking about our own moments to remember, often coming to surprising conclusions. In the play, not all the memories, which proved to be the most important, were good. For one character it was the moment he had discovered the beauty of the world before he hanged himself. For a workaholic it was the vision of a world, which suffered from insomnia, probably caused by a brain tumour, the cause of her death. Several people were not able to select the most important memory and were forced to remain in an endless void alone, without memories, without even their own personality.

For the next edition of circle journals the theme of memories for my album immediately came to my head. I've already selected my moment. As you can guess - it's a memory about Chris. However, it is not the time when I first heard "I love you" and I said it back. It's not the moment when he asked me in Polish to marry him. My memory is our first real date. Sitting opposite each other in a cafe, he held my hand and from time to time kissed every part of it. I had no idea what would happen in the future and, most importantly, whether he'd stay in Poland, but for the first time I felt that someone really liked me just for the way I am. And he was looking at me with his blue eyes...


Witamy! Wkrótce rozpocznie się Twój lot tranzytowy. Dozwolony bagaż: jedno wspomnienie, które możesz przeżywać w nieskończoność. Które wspomnienie wybierzesz? Liczę do 100 - wtedy będziesz musiał wybrać. Jeśli się nie zdecydujesz albo źle wybierzesz.. Nie - takiej opcji nie bierzemy pod uwagę.

Takie przemówienie miałam w głowie przez cały ubiegły rok. Wspomnienia i jak ważne są one dla nas były głównym tematem przedstawienia, w którym zagrałam. Po drodze do premiery mierzyliśmy się z własnymi momentami do zapamiętania, często dochodząc do zaskakujących wniosków. W sztuce nie wszystkie wspomnienia, które okazały się tymi najważniejszymi, były tymi dobrymi. Dla jednego bohatera było to odkrycie piękna świata na chwilę przed tym, jak się powiesił. Dla pracoholiczki - wizja świata, który cierpiał na bezsenność - prawdopodobnie spowodowana guzem mózgu, przez który umarła. Kilka osób nie było w stanie wybrać tego najważniejszego i byli zmuszeni pozostać w pustce sami, bez wspomnień, bez siebie.

Gdy ruszyła "prawdziwa" edycja wędrujących albumów temat wspomnień od razu przyszedł mi do głowy. Ja swoje już dawno wybrałam. Jak łatwo można się domyśleć - jest to wspomnienie z Chrisem z roli głównej. Nie jest to jednak moment, kiedy po raz pierwszy usłyszałam "kocham Cię" i mogłam to samo odpowiedzieć, nie jest to chwila gdy po polsku poprosił mnie o moją rękę. Moim wspomnieniem jest nasza pierwsza prawdziwa randka. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie w kawiarni, której już dziś nie ma. On trzymał moją dłoń i od czasu do czasu całował każdy jej kawałek. Nie miałam pojęcia, co będzie dalej i, co najważniejsze, czy on zostanie w Polsce, ale po raz pierwszy czułam, że ktoś naprawdę mnie lubi taką, jaką jestem. I tak patrzył na mnie swoimi niebieskimi oczami...

Mam nadzieję, że temat spodoba się uczestniczkom mojej edycji. Niestety, to jest mój ostatni wędrujący :(