HANDMADE BY ASIA WU

poniedziałek, 30 listopada 2009

In a traditional Christmas mode / Tradycyjnie swiatecznie

November was not very productive if it comes to my blogging. Otherwise, on my craft desk there's a lot going on. Projects that I started some time ago are finally being finished, some photos are waiting to be put in the empty spaces and new stuff is queuing up (and fingers are itching) on the side. But the priority now goes to my first round of workshops that start in January. I'm so happy yet so jittery about them! But before they start - still some more Xmas stuff to come. This time I used new Craft4You card kit and I have to admit - this is my favourite Christmas colour combination. I'm really traditional if it comes to this holiday - there has to be a green tree, red and gold baubles, brown gingerbreads and deep fried mushroom dumplings with beetroot soup - yep, that sounds like the perfect Christmas to me!

Blogowo listopad znajdowal sie gdzies w nizinach mojej produktywnosci. Na biurku jednak duzo sie dzieje - projekty dawno zaczete wreszcie zostaja wykonczone, brakujace zdjecia czekaja na wklejenie w odpowiednie miejsca, nowe materialy ustawiaja sie w kolejce do wykorzystania. Na pierwszym miejscu jest jednak pierwsza seria moich warsztatow, ktore rozpoczna sie w styczniu - przyznam sie, ze mam treme! Ale za nim do nich dojdzie - nastepna seria kartek swiatecznych opuscila warsztat, tym razem pod gilotyne poszedl najnowszy zestaw z Craft4You. Przyznam, ze jest to moje ulubione zestawienie kolorow zwiazanych z Bozym Narodzeniem. Pod tym wzgledem jestem tradycjonalistka - zielona choinka, czerwono-zlote ozdoby, brazowe pierniczki i smazone uszka z barszczem - to sa moje idealne Swieta.

niedziela, 22 listopada 2009

I'm dreaming of a blue Christmas / Swieta na niebiesko

I made these cards in October, as a test drive before pre-Christmas madness and to use up all of last year's scraps of paper. Just like every year I found myself fighting and losing with a syndrome called "All the pretty papers and embellishments" - I just cannot walk by those yummy X-mas collections and I end up buying them all, trying to convince my guilty consience that thanks to them making cards will be so much simple and quick and that the amount of them will be enough to send even to the most distant of relatives. All that ends up usually with me trying to extend the number of hours in a day and failing miserably. This year I decided to challenge myself and first make cards using all of the leftover papers from last Christmas and then cut all the new ones and the rest of them to use up in January for X-mas albums. Results (or lack of them) soon ;)

Te kartki powstaly jeszcze w pazdzierniku, jako rozgrzewka przed swiateczna goraczka i sposob na wykorzystanie resztek papierow z zeszlego roku. Jak zwykle zachorowalam na syndrom "Pieknych papierow i dodatkow" - co roku nie moge oprzec sie nowym kolekcjom i wmawiajac sobie, ze dzieki nim wszystko zrobie szybko i w takiej ilosci, ze bede mogla wyslac kartki nawet do najbardziej odleglej rodziny - kupuje wszystko, a potem martwie sie, ze znow mi czasu nie starczy. Postawilam przed soba wyzwanie - najpierw robie kartki z resztek, a potem moge ruszyc nowosci, a w styczniu z tego co zostanie - wreszcie wykonac swiateczne albumy. Efekty (albo ich brak) wkrotce ;)

poniedziałek, 16 listopada 2009

Last minute album

- Listen, how long would it take you to make one of your hen party albums?
- To give myself some time to think everything through - 1-2 days.
- How about two hours?

I think that was my biggest time challege. As I often mention, I'm the slow kind of crafter, I prefer to give myself some time to go away and back, re-think choice of embellishments and composition (I make it sound like it's some major technical project, didn't mean to). I really like the idea of hen party albums, so I agreed to this challenge. My craft factory started to work on the highest setting, flowers were flying in the air, dismissed ideas and scraps of paper were landing on the floor, rub ons were sicking not to the places where they should but I managed to finish before my deadline.

My life slowly is starting to work to schedule, that my last trip to Poland got me out of . I got a new job that I really enjoy, I do my everyday physiotherapy, together with Chris we're finishing re-doing the flat (the last chapter of the "Bathroom Nighmare" just ended) and I'm in the middle of Christmas cards frenzy. I got myself lots of wintery goodies, but I really don't know when I'll find lots of time to use them all ;)


- Sluchaj, ile zajeloby Ci zrobienie takiego albumu panienskiego?
- No tak na spokojnie to 1-2 dni.
- A dalabys rade w 2 godziny?


To chyba bylo jedno z moich najwiekszych wyzwan czasowych. Tak jak czesto wspominam, lubie pracowac wolniej, dajac sobie chwile na oddech i na "pomodlenie" sie na praca i kontemplacje ulozenia cwiekow. Ale lubie tez robic albumy panienskie i dlatego wyzwanie podjelam. Gilotyna poszla w ruch, skrawki papieru i odrzucone koncepcje ladowaly na podlodze, kwiatki wydlubywalam ze sloiczkow, a rub-onsy przyklejaly sie nie tam gdzie trzeba, ale udalo zmiescic mi sie w limicie czasowym - chyba jedna z niewielu takich prac ;)

Powoli ukladam sobie nowy plan zajec, niedawna wizyta w Gdansku troche wybila mnie z rytmu ;) Zaczelam nowa prace, przyzwyczajam sie do codziennej rehabilitacji, wspolnie z Krzysiem konczymy remont mieszkania (wlasnie zakonczylismy rozdzial pt. "Koszmar lazienkowy") i jestem w trakcie swiatecznego kartkowania. Materialow mam na jakas kosmiczna ilosc kartek, nie mam pojecia jak sie wyrobie czasowo ;)

piątek, 23 października 2009

Love birds

As I mentioned some time ago, I like making things when all the elements are well tuned with each other. It significantly shortens creating time (although I still need to work out how to make it even shorter). This album that I made in July is an example of work where everything just fell in the right place. I didn't want it to be too sweet, too flowery or too traditional so I chose papers from BG collection "Phoebe" that matched the photos of soon-to-be married couple, some embelishments and played with stamps.

Jak niedawno wspominalam - lubie jak mi wszystko pasuje w albumach - tematycznie i kolorystycznie. Gdy elementy wspolgraja, od razu lepiej mi sie ukladaja na stronie i czas "modlenia sie" nad skrawkami papieru skraca sie do minimum (chociaz i to minimum przydaloby sie przyciac). W tym albumie z przedslubnymi zdjeciami pary zagraly mi papiery BG "Phoebe". I tak sie jakos wszystko razem ulozylo, nie do konca tradycyjnie, nie za slodko, troche ornitologicznie i kwiatowo.

środa, 21 października 2009

Bloomy autumn / Kwitnaca jesien

When I was making my last card I found in my box of cut papers the rest of MM "Flower Patch" pad. I decided to use them all and make some room for some new papers, so I made a use of my guillotine and quickly cut them into different sized rectangles. Then I dug out some square cardstock (I forgot how much I like working on that shape) and 20 minutes later I had all the pieces ensembled. It took me some more time to choose the embelishement, stick everything together and add finishing touches but still it's one of my quickest projects.

Przy okazji pracy nad ostatnia kartka w rece mi wpadly resztki papierow MM "Flower Patch". Postanowilam zrobic z nimi porzadek, gilotyna poszla w ruch i wkrotce mialam duzo przycietych prostokatow. Wyciagnelam kwadratowe bazy (na ktorych najlatwiej mi sie pracuje) i 20 minut pozniej kawalki papierow byly rozmieszczone. Troche dluzej trwalo dobranie dodatkow, przyklejenie wszystkiego i wykonczenie, ale i tak jest to jeden z moich szybszych projektow.

sobota, 17 października 2009

I just want your extra time and your kiss

I find it very hard to stop being afraid of making single layouts. I have this vision in my head of a bunch of uncoordinated pages stacked in a box and this box scares me a lot. That why more often I make albums devoted to one subject. But here's another problem - which photos should I choose? In the times of digital photography and hundreds of pics taken it's impossible to select a representative group. Once I had a plan, I created "for being developed" album and my goal was to put there grouped photos and gradually develop them all. The idea was perfect untill I choose 300 "must have" shots from my student exchange in Belarus. Maybe one day I'll manage to make it more reasonable number. That's why I find it easier to work with photos that are linked by subject and not necesserly date of being taken. The album below was created that way. I chose "kissable" photos from Chris' and me first two years of being together. Some of them are more symbolic - our first Valentine's Day, the day we got engaged and it's anniversary; some other are just everyday kisses. I also managed to fight my other fear - of randomness. I sprayed the pages using Vintage Photo mist mixed with some Perfect Pearls and although my heart stopped couple of times because "IT DIDN'T WORK OUT THE WAY I WANTED!" but in the end I decided that random things are sometimes OK.

Bardzo ciezko jest mi przemoc sie do robienia pojedynczych kompozycji scrapowych. Mam jakas wizje nieskoordynowanych ze soba stron wrzuconych w jedno pudelko i nie moge opanowac strachu przed tym pudelkiem. Dlatego czesciej robie albumy tematyczne, z jedna kolekcja papierow i odpowiednimi zdjeciami. No i tu narasta nastepny problem. Ktore zdjecia sa odpowiednie? W czasach fotografii cyfrowej, gdy robi sie setki zdjec bardzo ciezko jest wybrac mala ilosc do wywolania. Kiedys postanowilam przelamac zdjeciowy impas i stworzylam folder "do wywolania" gdzie mialam pogrupowac wybrane zdjecia i stopniowo je wywolywac. Zapal skonczyl sie wraz z wyborem 300 "niezbednych" zdjec z wymiany studenckiej na Bialorusi. Moze kiedys uda mi sie zejsc do bardziej realnej liczby. O wiele latwiej, szybciej i przyjemniej udaje mi sie zlozyc w calosc fotografie, ktore maja ze soba wspolna tematyke a nie date powstania. Taki album powstal z zestawu Craft4You. "Calusne" zdjecia pochodza z dwoch pierwszych lat mojego zwiazku z Krzysiem, niektore daty sa bardzo symboliczne dla nas - pierwsze Walentynki, zareczyny i ich rocznica; inne to codzienne buziaki. Przy okazji tego albumu przelamalam swoj opor przed przypadkowoscia i z pewna niesmialoscia popsikalam karty tuszem Vintage Photo z domieszka Perfect Pearls. Momenty paniki byly, ale po jej opanowaniu stwierdzilam, ze przypadek to czasem dobra rzecz.

czwartek, 15 października 2009

For two special women / Dla dwoch wyjatkowych kobiet

Two cards, two challenges. The first is flying to my Mum for her Namesday. I made it using CPS sketch #136 and yes, I'm still hoping that one day I'll make all of them. The second is for my Granny, for her Namesday and Birthday. I wanted to make something purple for a long time, thinking a bit about a card I made two years ago for the exact same occasion. Last week's DCM challenge was a perfect kick in violet direction ;)

Dwie kartki, dwa wyzwania. Pierwsza leci do mojej Mamy imieninowo, inspiracja byla mapka CPS #136 (tak, caly czas mam nadzieje, ze uda mi sie zrobic wszystkie). Druga jest dla Babci, imienino-urodzinowo. Fiolet chodzil za mna jakis czas, troche tez za sprawa wspomnienia tej kartki i w koncu wena wstapila razem z wyzwaniem na DCM.

piątek, 9 października 2009

LSNED #3 i 4 W czasie deszczu dzieci sie nudza

Unfortunately, my mood is easily effected by the weather. It's not like I need sunshine for going out for long walks, I just like having a chance to go out and not to be stuck in a house with the sound of raindrops banging against windows. And what I hate the most is when making the effort of going out but then coming back with soaked shoes and wet trousers (I guess it's the next thing that effects my mood - trousers are always too long for my freakishly short legs). Chris though knows the secret to cheer me up - cup of tea waiting on my desk and bunch of flowers every week and it can rain as much as it wants. Two days lessons - checked.

Niestety, moj humor w duzej mierze zalezy od pogody. Nie potrzebuje codziennie slonca, nie wymagam idealnych warunkow meteorologicznych do spacerow i innych wymyslnych sposobow na spedzanie czasu na wolnym powietrzu, lubie jednak miec mozliwosc wyjscia na zewnatrz, a nie byc uwieziona w domu przy akompaniamencie kropel deszczu rozbijajacych sie o szyby. A juz najbardziej nie lubie kiedy staram sie stawic czolo pogodzie, odwaznie opuscic mieszkanie by wrocic z przemoczonymi butami i dolna czescia nogawek (to chyba nastepna rzecz ktora ma wplyw na moj humor - spodnie zawsze sa za dlugie na moje nogi). Chris jednak juz zna sposoby na poprawienie mojego zlego nastroju - herbata czekajaca na biurku oraz bukiet kwiatow raz w tygodnia i moze wiac i padac ile wlezie. Kolejne dwie lekcje - odhaczone.

środa, 7 października 2009

LSNED #2 Some like it hot

My friends know that I'm "the cold one". It can be the middle of the hottest summer and I'd me running around wrapped around in a blanket with it's train tangled around my slippers. I looove big, warm socks that my Granny knits for me. There's always a good time to drink nice, hot tea with honey. Despite my efforts my hands are always cold so I like to freeze people with my icicle fingers (they don't seem to like it as much though). No wonder that one of the first buys since me moving to England were warm PJ's - definiately the best September investment. Those from the photo were chosen to pose because they matched with the colour scheme I choose for my "Learn Something New Everyday" album. I finally developed some photos for it so successively I'll publish here all the lessons learnt.

Ci, ktorzy mnie znaja, wiedza ze jestem wielkim zmarzluchem. Srodek lata, upal za oknem, a ja smigam po mieszkaniu owinieta kocem z trenem majtajacym sie miedzy cieplymi kapciami. Uwielbiam mega wielkie skarpety, ktore robi dla mnie moja Babcia. Nigdy nie mam dosc goracej herbaty z miodem. I mimo tego zawsze strasze zimnymi dlonmi przykladajac je do szyj nieswiadomych ich zlodowacenia znajomych. Dlatego jednym z pierwszych zakupow po przeprowadzce byly cieple dlugasnie pidzamy - najlepsza wrzesniowa inwestycja. Ta ze zdjecia zalapala sie do mojego kursowego albumu ze wzgledu na kolorystyke ;) Wlasnie odebralam polowe zdjec z wrzesnia, wiec powoli moge wstawiac wykonczone strony.

wtorek, 6 października 2009

When the torn hydragena turns red...

My Twilight mania is still growing stronger (and evolving into New Moon mania) and successfully I managed to Twilightize my friends and relatives. This is a card I sent to my cousin for her birthday. Because Prima is not producing paper ruffled tulips (yet!) I sacrificed two hydragenas, dyed, frilled and glue together all the petals.

Moja Twilightowa mania trwa (a nawet powoli transformuje sie w New Moonowa manie) i skutecznie zarazam nia kolejne osoby. I tak do mojej kuzynki niedawno poleciala taka tematyczna kartka. Jako, ze Prima (jeszcze!) nie wypuscila papierowych tulipanow, to poswiecilam dwie hydrageny - potarmosilam, pocielam, pofarbowalam i skleilam w calosc.