HANDMADE BY ASIA WU

piątek, 5 lutego 2010

DCM - February Birthday - Amethyst

You could say that I lay flat on my nose and support myself on my eyelashes. But when one has too many things to do one has to add one more thing to the list if one wants to do them all. When Kathy (thank you again!) asked me to re-join Daring Cardmakers as a Guest Designer I was more than happy to say 'yes' :) For the next two months I will have the kick to create more. This week's challenge is to make a card in the colour purple. It happened that I had done four (my favourite "find five differences" type) so I chose the most purple one as the most suitable for the dare. All for are late cards for Grandmother's Day (in Poland we celebrate it on the 21st of January), I hope that my Grannies won't be mad for the slight delay (I can always blame the weather).

Thank you for all your kind words and support. I just finished the second round of workshops, I'm still a bit anxious just like before an exam, but slowly (and thanks to the really wonderful ladies from my groups) I'm overcoming my stage fright. Now I have a week to do some planning, and from the 16th I start three new themes for workshops. And there's still around a million personal projects that I want to finish (one of the very few resolutions I made - scrapbook more!). But at least I got a kick to create ;)

Można powiedzieć, że padam na nos i podpieram się rzęsami. Ale gdy ma się za dużo obowiązków należy dodać sobie jeszcze jeden, by z wszystkim się wyrobić. Dlatego gdy Kathy z Daring Cardmakers poprosiła mnie o ponowne przyłączenie się do grupy projektowej z radoscią się zgodziłam i tak będę mieć przez dwa najbliższe miesiące kopniaka do tworzenia. W tym tygodniu wyzwaniem jest wykonanie kartki w kolorze fioletu. Tak się złożyło, że zrobiłam cztery na zasadzie "znajdź pięć różnic" więc wybrałam najbardziej fioletową. Są to spóźnione kartki Dniowo Babciowe, mam nadzieję, że Babcie się nie pogniewają za obsuwę czasową (zawsze mogę wszystko zwalić na pogodę).

Bardzo Wam dziękuję za wszystkie słowa wsparcia. Za mną już druga runda warsztatów, cały czas mam nerwy jak przed egzaminami w sesji, ale powoli przechodzi największa trema. Teraz mam tydzień przerwy na planowanie, a od 16-tego ruszają trzy nowe bloki. I milion własnych projektów do skończenia. Ale przynajmniej mam kopniaka :)

sobota, 23 stycznia 2010

Back to craft school

This week I had my first classes from the list of workshops for the next four months. I decided to have some fun with alcohol inks as I know that people are sometimes afraid of using them. Despite being terrified I really enjoyed my classes, my "students" were great, really supportive and eager to get their hands messy :) What I loved about the techniques I showed them was that although we all used the same colours each and every card was truly unique. The cards below are some of the samples I prepared for my workshops, I can't wait for the next one to happen!

W tym tygodniu miałąm moje pierwsze z czteromiesięcznej serii warsztatów. Na początek postanowiłam zmierzyć się z tuszami alkoholowymi, jako że sama niedawno zakochałam się w ich możliwosciach i efektach, które można nimi uzyskać. Mimo początkowego strachu udało mi się przeprowadzić zajęcia bez ataków paniki, moje "uczennice" bardzo mnie wspierały i nie bały się pobrudzić rąk, co jest chyba niezbędnym elementem pracy ze mną ;) Kartki powyżej to kilka próbek, które wykonałam do zajęć. Dzis był dzień uwolnienia stresu, jutro wypoczynek, a od poniedziałku przygotowania do następnych czterech tematów. Trochę jak powrót do szkoły, tylko zamiast książek i gramatyki mam nożyczki i stemple ;)

czwartek, 14 stycznia 2010

Late Christmas cards / Spóźnione kartki swiateczne

I like challenges, they motivate me to work and stimulate creativity. They can also make me depressed when I'm not keeping to deadlines, but that's another matter. Two years ago I discovered "12 tags of Christmas" by Tim Holtz and last year I decided to change from passive observer to active cardmaker. I changed some of the instructions, I adapted the techniques to a smaller space and I tried to use as many materials that I already owned as possible, limiting new purchases to a minimum. There was a lot of thinking outside the box, a feeling of uncertainty about if I could get similar results and a lot of pure crafty joy. I was not able to make all of the tags, but I've got a plan for this year ;)

Lubię wyzwania, motywują mnie do pracy i pobudzaja kreatywnosć. Mogą też wpędzać w depresję twórczą gdy nie dotrzymuje się ich terminów, ale to już inna sprawa. W zeszłym roku odkryłam "12 tags of Christmas" Tima Holtza, w tym postanowiłam zmienić się z biernego obserwatora w czynnego kartkoroba. Zmieniłam trochę zasady, techniki tagowe zaadaptowałam do mniejszych powierzchni, starałam się użyć jak najwięcej posiadanych już materiałów ograniczając kupno nowych do minimum. Było dużo kombinowania, niepewnosci, czy uda się uzyskać zbliżone rezultaty i masa kraftowej radosci. Nie udało mi się wykonać wszystkich tagów, ale już mam na nie plan ;)

środa, 13 stycznia 2010

The story of Christmas tree top / Historia czubka choinkowego

Christmas officially ended today - with great sorrow we said farewell to our Christmas tree. This (last) year we planned to decorate it in the same way as the previous one - listening to Christmas carols, drinking hot chocolate. But something was wrong, the CD got lost, the chocolate tasted weird (to the extent that I had to pour it out, and I've never poured out my chocolate), the lights didn't work and at the very end - and maybe at the beginning? - it turned out that we didn't have a reindeer, which recently we kept at the top of our Christmas tree. Chris said that we can't start decorating the tree without soemthing for the tip because it brings bad luck. I decided to make a star so for two weeks our Christmas tree was stanging bare and waiting. Finally, with the help of Gizmo's chipboard base, My Mind's Eye papers, inks, embossing powder and Stickles from Tim Holtz the successor to the reindeer was created.


Dzis skończyły się Swięta - z wielkim bólem pożegnalismy się z naszą choinką. W tym (tamtym) roku planowalismy tak samo jak przed poprzednią Gwiazdką włączyć kolędy, zrobić gorącą czekoladę i ubrać drzewko. Ale cos było nie tak, płyta z muzyką się zgubiła, czekolada smakowała dziwnie (na tyle, że musiałam ją wylać, a ja nigdy nie wylewam czekolady), lampki nie działały a na sam koniec - a może na początek? - okazało się, że nie mamy renifera, który ostatnio strzegł czubka naszej choinki. Krzys powiedział, że tak nie można, że czubek musi być i to jako pierwszy założony bo inaczej pech. Postanowiłam więc sama zrobić gwiazdę naczubkową i w tym postanowieniu trwałam przez dwa tygodnie a choinka stała i czekała. W końcu z pomocą Gizmowej bazy, papierów My Mind's Eye, tuszy, proszku do embossingu i brokatów Tima Holtza powstała następczyni renifera.

wtorek, 5 stycznia 2010

The begining of my 2010 journey / Poczatek wyprawy 2010

It has been quite a long time since my last blog entry so first I want to thank you for all your visits, comments and wishes. Second - all the best for New Year! My blog break was caused by several things - my laptop died on me, I got a cold and it didn't want to leave for 2 weeks, Christmas card fever held almost to the last second, we spent the holidays in Poland and when we came back had a lot of things to clean and sort out after frantic packing. I also brought the next load of my craft stuff and it took me a few days to find a place for them ;) In the meantime I was busy preparing my workshops. The schedule is ready for the next 4 months, the first one is at the end of January and I'm really excited about it!

Today we had a Snow Day, schools were closed so Chris didn't have to go to work. Instead we went for a walk in the nearby park. I can't remember the last time I saw that much snow (ok, it's a lie, winter 2005/2006). Anyway - it was great fun, I wish we had sleighs! And the best thing after a freezing walk is hot cider in a pub with a working fireplace. That's the winter I like ;)


Dlugo mnie tu nie bylo, wiec na poczatku dziekuje za wszystkie odwiedziny, komentarze, wyroznienia i zyczenia. Na drugim poczatku chce Wam zyczyc wszystkiego dobrego w Nowym Roku. Moja blogowa nieobecnosc byla spowodowana wieloma czynnikami - komputer mi umarl, przeziebienie dopadlo i trzymalo przez dwa tygodnie, goraczka swiatecznych kartek trwala do ostatniej chwili, Boze Narodzenie spedzilismy w Polsce a potem trzeba bylo ogarniac balagan zostawiony w trakcie pakowania i poukladac na polkach moje skarby ktore po trochu przywoze ze soba. W miedzyczasie powstawal grafik moich pierwszych warsztatow, masa pomyslow i watpliwosci czy uda mi sie wszystkiemu podolac. Zajecia zaczynam pod koniec miesiaca i z kazdym zapisem jestem coraz bardziej podekscytowana :)

A dzis mielismy "Snow Day" co oznacza ze szkoly sa zamkniete i Krzys nie musial isc do pracy, wiec wybralismy sie na spacer do pobliskiego parku. Nie pamietam kiedy ostatni raz widzialam tyle sniegu (ok, klamstwo, zima 2005/2006). W kazdym razie - masa radochu i zal, ze nie mam tu sanek, bo gorki do zjezdzania sa ;) A po spacerze poszlismy do pubu na grzanego cidera - to uwielbiam w zimie!

poniedziałek, 30 listopada 2009

In a traditional Christmas mode / Tradycyjnie swiatecznie

November was not very productive if it comes to my blogging. Otherwise, on my craft desk there's a lot going on. Projects that I started some time ago are finally being finished, some photos are waiting to be put in the empty spaces and new stuff is queuing up (and fingers are itching) on the side. But the priority now goes to my first round of workshops that start in January. I'm so happy yet so jittery about them! But before they start - still some more Xmas stuff to come. This time I used new Craft4You card kit and I have to admit - this is my favourite Christmas colour combination. I'm really traditional if it comes to this holiday - there has to be a green tree, red and gold baubles, brown gingerbreads and deep fried mushroom dumplings with beetroot soup - yep, that sounds like the perfect Christmas to me!

Blogowo listopad znajdowal sie gdzies w nizinach mojej produktywnosci. Na biurku jednak duzo sie dzieje - projekty dawno zaczete wreszcie zostaja wykonczone, brakujace zdjecia czekaja na wklejenie w odpowiednie miejsca, nowe materialy ustawiaja sie w kolejce do wykorzystania. Na pierwszym miejscu jest jednak pierwsza seria moich warsztatow, ktore rozpoczna sie w styczniu - przyznam sie, ze mam treme! Ale za nim do nich dojdzie - nastepna seria kartek swiatecznych opuscila warsztat, tym razem pod gilotyne poszedl najnowszy zestaw z Craft4You. Przyznam, ze jest to moje ulubione zestawienie kolorow zwiazanych z Bozym Narodzeniem. Pod tym wzgledem jestem tradycjonalistka - zielona choinka, czerwono-zlote ozdoby, brazowe pierniczki i smazone uszka z barszczem - to sa moje idealne Swieta.

niedziela, 22 listopada 2009

I'm dreaming of a blue Christmas / Swieta na niebiesko

I made these cards in October, as a test drive before pre-Christmas madness and to use up all of last year's scraps of paper. Just like every year I found myself fighting and losing with a syndrome called "All the pretty papers and embellishments" - I just cannot walk by those yummy X-mas collections and I end up buying them all, trying to convince my guilty consience that thanks to them making cards will be so much simple and quick and that the amount of them will be enough to send even to the most distant of relatives. All that ends up usually with me trying to extend the number of hours in a day and failing miserably. This year I decided to challenge myself and first make cards using all of the leftover papers from last Christmas and then cut all the new ones and the rest of them to use up in January for X-mas albums. Results (or lack of them) soon ;)

Te kartki powstaly jeszcze w pazdzierniku, jako rozgrzewka przed swiateczna goraczka i sposob na wykorzystanie resztek papierow z zeszlego roku. Jak zwykle zachorowalam na syndrom "Pieknych papierow i dodatkow" - co roku nie moge oprzec sie nowym kolekcjom i wmawiajac sobie, ze dzieki nim wszystko zrobie szybko i w takiej ilosci, ze bede mogla wyslac kartki nawet do najbardziej odleglej rodziny - kupuje wszystko, a potem martwie sie, ze znow mi czasu nie starczy. Postawilam przed soba wyzwanie - najpierw robie kartki z resztek, a potem moge ruszyc nowosci, a w styczniu z tego co zostanie - wreszcie wykonac swiateczne albumy. Efekty (albo ich brak) wkrotce ;)

poniedziałek, 16 listopada 2009

Last minute album

- Listen, how long would it take you to make one of your hen party albums?
- To give myself some time to think everything through - 1-2 days.
- How about two hours?

I think that was my biggest time challege. As I often mention, I'm the slow kind of crafter, I prefer to give myself some time to go away and back, re-think choice of embellishments and composition (I make it sound like it's some major technical project, didn't mean to). I really like the idea of hen party albums, so I agreed to this challenge. My craft factory started to work on the highest setting, flowers were flying in the air, dismissed ideas and scraps of paper were landing on the floor, rub ons were sicking not to the places where they should but I managed to finish before my deadline.

My life slowly is starting to work to schedule, that my last trip to Poland got me out of . I got a new job that I really enjoy, I do my everyday physiotherapy, together with Chris we're finishing re-doing the flat (the last chapter of the "Bathroom Nighmare" just ended) and I'm in the middle of Christmas cards frenzy. I got myself lots of wintery goodies, but I really don't know when I'll find lots of time to use them all ;)


- Sluchaj, ile zajeloby Ci zrobienie takiego albumu panienskiego?
- No tak na spokojnie to 1-2 dni.
- A dalabys rade w 2 godziny?


To chyba bylo jedno z moich najwiekszych wyzwan czasowych. Tak jak czesto wspominam, lubie pracowac wolniej, dajac sobie chwile na oddech i na "pomodlenie" sie na praca i kontemplacje ulozenia cwiekow. Ale lubie tez robic albumy panienskie i dlatego wyzwanie podjelam. Gilotyna poszla w ruch, skrawki papieru i odrzucone koncepcje ladowaly na podlodze, kwiatki wydlubywalam ze sloiczkow, a rub-onsy przyklejaly sie nie tam gdzie trzeba, ale udalo zmiescic mi sie w limicie czasowym - chyba jedna z niewielu takich prac ;)

Powoli ukladam sobie nowy plan zajec, niedawna wizyta w Gdansku troche wybila mnie z rytmu ;) Zaczelam nowa prace, przyzwyczajam sie do codziennej rehabilitacji, wspolnie z Krzysiem konczymy remont mieszkania (wlasnie zakonczylismy rozdzial pt. "Koszmar lazienkowy") i jestem w trakcie swiatecznego kartkowania. Materialow mam na jakas kosmiczna ilosc kartek, nie mam pojecia jak sie wyrobie czasowo ;)

piątek, 23 października 2009

Love birds

As I mentioned some time ago, I like making things when all the elements are well tuned with each other. It significantly shortens creating time (although I still need to work out how to make it even shorter). This album that I made in July is an example of work where everything just fell in the right place. I didn't want it to be too sweet, too flowery or too traditional so I chose papers from BG collection "Phoebe" that matched the photos of soon-to-be married couple, some embelishments and played with stamps.

Jak niedawno wspominalam - lubie jak mi wszystko pasuje w albumach - tematycznie i kolorystycznie. Gdy elementy wspolgraja, od razu lepiej mi sie ukladaja na stronie i czas "modlenia sie" nad skrawkami papieru skraca sie do minimum (chociaz i to minimum przydaloby sie przyciac). W tym albumie z przedslubnymi zdjeciami pary zagraly mi papiery BG "Phoebe". I tak sie jakos wszystko razem ulozylo, nie do konca tradycyjnie, nie za slodko, troche ornitologicznie i kwiatowo.

środa, 21 października 2009

Bloomy autumn / Kwitnaca jesien

When I was making my last card I found in my box of cut papers the rest of MM "Flower Patch" pad. I decided to use them all and make some room for some new papers, so I made a use of my guillotine and quickly cut them into different sized rectangles. Then I dug out some square cardstock (I forgot how much I like working on that shape) and 20 minutes later I had all the pieces ensembled. It took me some more time to choose the embelishement, stick everything together and add finishing touches but still it's one of my quickest projects.

Przy okazji pracy nad ostatnia kartka w rece mi wpadly resztki papierow MM "Flower Patch". Postanowilam zrobic z nimi porzadek, gilotyna poszla w ruch i wkrotce mialam duzo przycietych prostokatow. Wyciagnelam kwadratowe bazy (na ktorych najlatwiej mi sie pracuje) i 20 minut pozniej kawalki papierow byly rozmieszczone. Troche dluzej trwalo dobranie dodatkow, przyklejenie wszystkiego i wykonczenie, ale i tak jest to jeden z moich szybszych projektow.